O autorze
Dariusz Szulc: ekonomista, dziennikarz, kulturoznawca.

Właściciel agencji ARTVENTURE, która łączy dwa światy: sztuki i biznesu. Światy te podlegają odmiennym porządkom. Z zaciekawienia tym, co powstaje na ich styku, z miłości do sztuki i ciekawości relacji międzyludzkich powstała oferta, która łączy obydwa światy i porządki w nich rządzące. Na ich styku tworzy się wartość dodana: wyróżniająca się swoją narracją komunikacja medialna.

ARTVENTURE Specjalizuje się w komunikacji międzykulturowej oraz w zarządzaniu prestiżem i reputacją osób i marek. Realizuje projekty dla firm, w dużej mierze rodzin biznesowych, instytucji kultury i niezależnych artystów.

ARTVENTURE promuje także sztukę, wspiera środowiska twórcze i wprowadza do obrotu rynkowego polską sztukę współczesną.

Z kulturą trzeba się liczyć

Fot. freeimages.com
Na początku lat 90. odrodziło się zainteresowanie kulturą wśród badaczy społecznych. W niej upatruje się klucza do zrozumienia społeczeństw. Kultura ma być tym elementem, który umożliwi analizę różnic występujących pomiędzy społeczeństwami oraz wyjaśni podstawy ich gospodarczego i politycznego rozwoju. Jednym z impulsów wówczas do pogłębionych badań było opracowanie z lat osiemdziesiątych byłego urzędnika Amerykańskiej Agencji Rozwoju Międzynarodowego (USAID). W swojej książce ów urzędnik – Lawrence Harrison zatytułowanej „Underdevelopment is a state of mind - The Latin America case” posłużył się dwoma studiami przypadku, by wykazać, że w większości państw Ameryki Łacińskiej kultura stanowiła największą przeszkodę rozwoju. Praca ta w swoim czasie wzbudziła falę krytyki, ale wraz z upływem czasu zaczęto dostrzegać racjonalność wywodów Harrisona.

Podczas prób wyjaśnienia zagadnień związanych z modernizacją, demokratyzacją, doktryną wojskową, zachowaniami grup etnicznych oraz sympatiami i antypatiami pomiędzy państwami badacze społeczni coraz częściej zaczynali powoływać się na czynniki kulturowe. Popularność, jaką zdobyły ich poglądy, spowodowała pojawienie się silnej opozycji, która negowała wszelką zasadność kulturowych interpretacji.



Kultura, w sensie postaw i wartości wyznawanych w ramach danej populacji, nasuwa niebezpieczne skojarzenia z rasą i spuścizną przodków, roztacza aurę niezmienności i ponadczasowości, co onieśmiela czasami badaczy społecznych w formułowaniu wniosków na temat efektywności gospodarczej danej kultury. Poza tym krytyka kultury rani ego i narusza poczucie własnej godności. Negatywne opinie z ust obcych, nie wiadomo jak taktowne zawsze trącić będą protekcyjnością.

W jaki sposób działanie polityczne bądź jakiekolwiek inne jest w stanie zminimalizować lub usunąć kulturowe przeszkody stojące na drodze ekonomicznego rozwoju?

Jak pokazuje przykład Chińczyków, od dawna emigrujących, te same wartości, tłumione w ojczyźnie za sprawą opresyjnych regulacji, gdzie indziej mogą znaleźć doskonałe warunki do rozkwitu. Stąd biorą się zadziwiające sukcesy przedsiębiorstw zakładanych przez emigrantów.

Odpowiedzią jest uniwersalny kodeks postępowania, w skład którego weszły między innymi: pracowitość, uczciwość, powaga, oszczędne wydatkowanie pieniędzy i czasu. Wszystkie te wartości są pomocne przy prowadzeniu interesów i sprzyjają akumulacji kapitału, ale bogactwo nie może być celem samym w sobie. Chodzi jednocześnie o życie i o pracę zgodnie z wymienionymi zasadami. Ten sposób życia ma zasadnicze znaczenie, tworzy jeden wielki organizm – społeczeństwo. Bogactwo zaś stanowi jedynie produkt uboczny. Część tego wywodu może zabrzmieć, jak zbiór klisz i stereotypów. Spojrzeć na to można, jak na banał i jako taki odrzucić. Ale czy stare mądrości i wartości mogą wyjść z mody?

W latach 90. do Polski napływała duża liczba emigrantów z Wietnamu. Warszawskie ulice, przejścia podziemne, bazary pełne były przedsiębiorczych Wietnamczyków. Handlowali, pichcili swoje regionalne potrawy w barach z blachy i tektury. Po kilku latach zobaczyć można było Wietnamczyków wsiadających do Audi i Volkswagenów. Teraz mniej są widoczni. Wyjechali dalej na Zachód, gdzie wejdą na wyższy poziom przedsiębiorczości. Polska stała się dla nich ograniczeniem, bez względu na opcję polityczną, która jest u władzy. Polacy również wyjeżdżają do Europy Zachodniej poszukując swojego miejsca, gdzie będą w ramach swoich kodów wartości realizować się. Tam odnajdują się, jako dobrzy, produktywni pracownicy. Każdy znajdzie w końcu swoje miejsce. Tysiące uciekinierów m.in. z Syrii znajdzie również swoje miejsce, będą produktywni, kreatywni, przedsiębiorczy. Czy jednak będą mieli taką szansę?

Stosunkowo niewiele jest ogólnodostępnych wyników badań postaw biznesowych i społecznych świata Islamu. Literatura przedmiotu opisuje oprócz Europy i Ameryki Północnej także kraje Ameryki Łacińskiej, Afryki, Azji, ale już mniej Bliskiego Wschodu. Duże obawy budzi wśród społeczeństw dzisiejsza fala emigracji, głównie z Syrii. Świat Islamu budzi trwogę. Mniej obaw mamy wobec Turków (zwłaszcza Niemcy mają wiele pozytywnych doświadczeń). Za rządów islamskiego premiera Turcji, kraj ten świetnie się rozwijał, a ów premier stawiany był przez świat Zachodu, jako przykład dobrego gospodarowania. Kultura krajów arabskich w naszej kulturze jest deprecjonowana, choć wiele osób nie ma żadnych doświadczeń z mieszkańcami tamtych krajów. Są tylko doniesienia medialne o działaniach ekstremistów. Brak jest jakiejkolwiek informacji o tym, co dzieje się w kulturze tamtych państw, w sztuce, muzyce. Wycena rynku sztuki odsłania ogromy potencjał Turcji i krajów bliskiego wschodu. Podobnie ocenia te rynki biznes. Gwarantem sukcesu jest wysoka jakość oferowanych dóbr na tamtych rynkach i jest to symptomatyczne w kontekście obaw przed światem islamu.

Kultura ma znaczenie
Natknąłem się ostatnio na publikację, a w niej na opis dwóch krajów z lat 60. Jednym jest Korea Południowa, a drugim Ghana. Niemałym zaskoczeniem był fakt, że obydwa kraje w tamtym czasie znajdowały się na bardzo podobnym poziomie rozwoju. Dysponowały podobnym produktem narodowym brutto na jednego mieszkańca, porównywalną strukturą gospodarki. Eksport obydwu krajów ograniczał się do produktów podstawowych, nisko przetworzonych. Po kilkudziesięciu latach Korea stała się gospodarczym gigantem, plasuje się w czołówce najbardziej uprzemysłowionych krajów świata. Konsekwentnie umacnia instytucje demokratyczne. Podobne przemiany nie nastąpiły w Ghanie, a jej produkt narodowy brutto na jednego mieszkańca stanowi dziś jedną piętnastą (sic!) dochodu Korei Południowej. Wiele czynników ma wpływ na taką sytuację, ale głównej przyczyny należy upatrywać w kulturze. Mieszkańcy Korei Południowej (podobnie, jak inne narody tamtej części świata) cenią sobie oszczędność, inwestowanie, pracowitość, wykształcenie, organizację oraz dyscyplinę. Te wartości są odległe od tych wyznawanych w Ghanie.

Z kulturą trzeba się liczyć, a życie nie znosi próżni. Dzisiaj w Ghanie prowadzonych jest wiele inwestycji z udziałem obcego kapitału, przede wszystkim niemieckiego. Skorzystają na tym Niemcy w drugiej kolejności kilka procent mieszkańców Ghany, którzy przejmą zapewne więcej niż połowę dochodu narodowego. Dowodzą tego doświadczenia z innych rynków, zwłaszcza Ameryki Łacińskiej. Choć ze sprawiedliwą dystrybucją dóbr wypracowanych przez naród nie jest wcale tak dobrze w Europie jak i w Stanach Zjednoczonych.

Zabrzmiało, jak ostrzeżenie, więc, czas kończyć pisanie i wziąć się już do pracy, żeby umacniać suwerenność i przyczynić się rozwoju polskiej, samostanowiącej gospodarki. Mniej będziemy się wówczas bać imigrantów, a polski biznes bez obaw przed obcą kulturą, podobnie, jak niemiecki, zacznie inwestować w krajach bardziej dla nas obcych kulturowo. Połączenie kultur przynosi korzyści dla rozwoju kreatywności i innowacji. Trzeba nauczyć się tą siłą zarządzać.
#
Polub na Facebooku
Obserwuj na Twitterze

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...